I walked through Siberia Yours feelings

Czyż życie nie jest snem, który się śni we śnie?.

Niesiona muzyką cisza:

Wiosenny podmuch wieczora. Czy przeznaczenie może się zmienić? Czy ono jest niezmienne? Księżyc jakby wyłączony. Ktoś go zgasił. A ja nie wiem, gdzie jest włącznik.

Gdzie jesteś?

W tym mroku… czy szukać Ciebie mam? Czy uczucie może spocząć na pustyni? Słowa unoszone wiatrem. Tylko pył.

Czas poświęcę na szukaniu Ciebie. A może Ty szukasz mnie? Szansa by cofnąć czas, by naprawić to co jego bieg sprawił. Zawsze jest jedna przyczyna. Jeden powód. I kiedy ciężko mi pod koniec dnia, szukam uwolnienia w muzyce. Mój mały piesek patrzy i słucha jak ten wiosenny podmuch wiatru niesie dźwięk gitary.

Oczyść moją duszę. Pozwól mi się wznieść. Daj mi jedną jedną dłoń. I trzymaj. I trzymaj. I trzymaj tak mocno jak tylko potrafisz. Jesteśmy w swoich ramionach.

Chcę być po Twojej stronie. Kiedy będziesz płakać. Łzy oczyszczają.Kiedy każdy odsunie się od Ciebie. Chcę być.

Opowieść o nich.

Tutaj, gdzie zachodzi Słońce.

Wiatr muska poranione usta.

Przytuliłem całym sobą kobietę.

Ona zaszlochała.

To nie będzie trwało długo. Otwórz swoje serce. Otwórz swoją duszę.

Prosty, zwykły dzień niebawem wzejdzie. A nadal Twoja dłoń będzie w mojej.

Nie chciałem Cię zawieść. Nie chcę Cię zawodzić.

Zawiodłem.

Wybacz, że uciekłem, odleciałem za horyzont w dal.

Oto ja. Zmarnowałem tak wiele szans.

Fruwam po niezbadanych terenach. Chodzę własnymi ścieżkami.

Przyznaję … odwracam się za siebie….

Może idziesz?

Oto ja.

Człowiek logistyk. Człowiek realista. Człowiek z czarną lakierowaną gitarą.

Z piosenką przeznaczoną dla dwojga.

Ta mała gwiazda na Naszym niebie oświetla mi drogę. Ta mała gwiazda na Naszym niebie oświetla mi Ciebie. A moja muzyka niesiona przez wiatr ociera się o skrawek nagiego Twojego ciała.

Przemierzyłem tyle morskich mil. Szedłem przez pustynię Naszych uczuć.Szedłem przez Syberię Twoich uczuć. I nie mam nic.

Przez kilka chwil płonęło Słońce. Gorący wiatr niósł rozżarzony piasek pustyni i ogrzewał Nas. Przez kilka chwil szedłem przez Syberię uczyć Twych. Mróź poranił dłonie mi. Nic nie pomogło. Zamarzałem od środka. A każdy następny dzień wróżył lodowaty deszcz.

Jak ciepły miałem być?. Jak gorący miałem się stać? Daj mi oddech Twojej głębi. Ocal mnie od zapomnienia. Daj mi opiekę. Daj mi schronienie. Daj mi oazę.

Jestem ślepy. Jestem zaślepiony. Jestem oślepiony. Oślepiony blaskiem oczu. Twoja dusza. Widzę ją wyraźnie. Pali moje źrenice. Jestem oślepiony. Zapłakane oczy są tak przejmująco piękne.

Tylko nie mów mi. Tylko nie mów mi.

Że jest już późno.

Czy mogę być Twoim powietrzem? Twoją ziemią, po której stąpają Twoje małe stópki?

 

Obrazek

Advertisements

Your body is like poetry

Od słowa do słowa. Od myśli do myśli.

Ciało.

Ciało jest poezją.

Stoisz przede mną naga oświetlona mrokiem nocy. Nie odwracaj wzroku.

Chcę widzieć.

Chcę widzieć w Twoich oczach gorący rumieniec. Dlaczego tak bardzo drżysz?

Zachłannym spojrzeniem zdejmuję z Ciebie zarumieniony kolor. Wymuskam ustami każde Twoje drżenie i dłońmi oplotę Cię całą.

Tłumiony krzyk.

Bicie serca.

 

night of wind

Moje palce na Twojej skórze
Drzewa kołyszące się na wietrze.

Nade mną jarzą  się tylko gwiazdy.

Ja.

Ten niesforny mężczyzna. Czuję jak wiatr smaga mnie swoim oddechem po twarzy,  w moim miejscu za uchem.

Ja.

Stoję i patrzę na Świat. Na ludzi. Rzeczy. Zwierzęta.

Przemijają.

Przejeżdża auto. Przemija. Znów nadjeżdża i mija. A ja? Ja stoję i trwam. Wypuszczam dym papierosowy z płuc. Patrzę w niebo. Słucham jak wiatr niesie dźwięk saksofonu…

A Ty?

Może jesteś obok mnie?

Ty.

Rozmowy o Tobie, rozmowy o Nas. Na niebie te jasno świecące gwiazdy. Z całą swoją przejmującą intensywnością. Intrygujesz mnie.  Odurzasz swoim zapachem. Czuję jak włosy na moich rękach unoszą się z niecierpliwością do góry. Zimno mi? Nie… To nie to. Patrzę na Ciebie. Wbijam w Ciebie swój wzrok. Jesteś tak samo obezwładniająca. Chwytam, łapię, obejmuję Cię spojrzeniem, podniecam i wciągam w to. To wszystko takie pewne. To wszystko takie niepewne. Bezpośrednie i początkowe. Panujesz nade mną. Wbijasz wzrok we mnie. Wbijam wzrok w Ciebie. Głębiej. Głębiej niż głębiej. Wchodzę w Ciebie. Wchodzę w głąb Ciebie. Pozwalasz mi wejść?

Chcesz jeszcze raz? Chcesz jeszcze raz dojrzeć w moich oczach pasję? Wzdrygasz się? Intensywność sensualności spojrzenia.

Zbliż się. Nie bój się. Rozchyliłaś usta. Przygryzasz dolną wargę. Dlaczego tak robisz? Czuję się coraz bardziej odurzony. Masz mnie obok. Dotykasz swoim ciałem. Stoisz obok, jesteś coraz bliżej.  Moja ciepła dłoń wędruje w Twoim kierunku. Kierunku Twojej dłoni. Zostań. Nie idź. Nie odchodź. Tylko gwiazdy Nam się przypatrują. Wiatr naszym obserwatorem.

Nie mogę spać. Gorąco mi. Duszę się. Brakuje mi kogoś.. Pragniesz mnie? Nie za szybko? Może potrzeba Nam czasu. Nie dajemy go sobie. Twoja pewność w niepewności niezmienna, trwała. Pragnę by niczego Ci nie brakowało. Na swej dłoni przynoszę Ci w oddechu skóry zimny powiew wieczora.

Szeptem namaluj mi siebie. Rysuj. Jednym pociągnięciem pędzla. Bądź moją arystką. Czujesz, ten szept? Słyszysz jak bije Twe serce?  Czujesz jak oddycham?. Co mogę Ci powiedzieć? Ogrzać oddechem Twoje usta. Zimne usta. Suche usta. Tylko polikiem o polik. Nie dotykając pieszcząc nasze ciała.

Zamknij oczy.

Obrazek

Te gwiazdy małe, a tak jasne. Twoje ciało jarzy się życiem.   Całowałem Twoje ciało. Całowałem Twoją szyję, przesuwając koniuszkiem języka w dół i górę. Całowałem ją w czarnej poświacie nocy. Czułem wargami różowy kolor skóry. Zamknięte oczy mogą widzieć nieskończoność. Niech ta chwila trwa. Już wieczność.  Niech ta chwila stanie się melodią jazzowego koncertu.

Ta zimna, cicha noc. Lekko upojony, lekko odurzony.

Uczucie to tak rzeczywiste. Uczucie to tak przeszywające mnie.

Potykam się o własne myśli.

 

enslaved

Nie wiem… Nie wiem, co powinienem … Co dziś mógłbym opowiedzieć. Czuję, że mógłbym to wszystko, co mam w sobie teraz ukazać w jednym spojrzeniu. Klarownym, ufnym, takim spojrzeniem we mnie i w jakąś inną osobę…Co sprawia, że chciałbym właśnie tak patrzeć? Oddać się temu, co jest w tej głębokiej rzece empatii i zrozumienia…

Nie wiem.

Oddajmy się wspólnym pragnieniom chęci, chęci tego, co jeszcze moglibyśmy razem zrobić. Jak wiele tego jest, jak wiele kolorów i dźwięków, zapachów opiewających to, co nadejdzie. Jeden Świat.  Wierzę, że na drodze naszego życia ustawione jest dobro. Wytrwałe, niepokonane i wieczne. I jaką z dróg nie przechodzilibyśmy, jakiej nie podjęlibyśmy się decyzji, jakim pragnieniem się kierowali, to i tak staniemy w końcu twarzą w twarz z dobrem. Wierzę, że tu i teraz jest najlepsze. Zawsze tak jest, bo przecież to Tu i Teraz jest krótkie, unikatowe… Tu i Teraz jest Twoim wdechem i moim wydechem.  Coś tu jest silniejszego… Czuję podobnie, chcę. Chcę Ciebie na nowo okrywać każdego dnia, budzić się z Twoim ,,dzień dobry” i oddawać się nocy w szeptach Twoich ust na dobranoc.

Uwielbiam tchnienia myśli. Niespodziewane, niepowstrzymane, chłonne, chętne, proste, codzienne. Tchnienia myśli, w każdym z nich serce nadziei i iskra marzeń. Uwielbiam.

zdzislaw_beksinski_13

Oczaruj mnie. Oczaruj spojrzeniem. Otwartym na mnie spojrzeniem, zasłuchanym, zdziwionym i zaciekawionym. Moje spojrzenie na życie, moja chęć odczuwania całym sobą. Zafascynowany spijam z Ciebie każde słowo. Spijam każą myśl, która staje się moją. Jest moją …

Oddaj mi się. Wpatrzona we mnie. Zaciekawiona mną. Wpatrzona we mnie, gdy powoli zsuwam z Ciebie wszystko, co przez tak długie lata zakładałaś na siebie. Każdy z wymyślonych na pokaz uśmiechów.

Coś Nas ciągnie do siebie. Zniewoliły mnie Twoje słowa i to właśnie Twoje słowa oddają mi prawdziwą wolność. Oddałem się. Zniewoliłem się. Upoiłem się.

Theme of the world

,, Mnie świat w ogóle nie interesuje, nie dostrzegam ,, motywów” . Jestem typem emocjonalnym, interesują mnie wzruszenia”.                                                                                                                                                                        Zdzisław Beksiński

Słuchaj słów :

Jestem nagi … Całkiem obnażony z siebie, z tego co ubrane jest zazwyczaj w różne od-powinno. Powinno się otworzyć przykrywkę, naciskając wcześniej na jej środek, a potem posuwistym ruchem przekręcić. Zakrętka z zabezpieczeniem… Przed tym, co się powinno, a co robi się. Inaczej. Intuicyjnie. Zmysłowo. Sensualnie. Jest we mnie sprzeciw. Ból, brak pogodzenia się. Jest we mnie samodzielnie zrodzona chęć przeciwstawiania się. Chęć uległości głosu natury.

W całej tej walce światów, cieni i kolorów. Mnogości tego, co można … Walczę. I daję się ranić. Całkiem obnażony z siebie. Jestem w tym wszystkim całkiem nagi, muskany powiewem emocji, chłonny … Wszystko jest dla mnie pierwszym. Jutro znów po raz pierwszy wzejdzie słońce. Chłonę jego ciepło całym sobą, każdą częścią poznania. Słuchania nauczyła mnie babcia, wpoiła zaś mama. Słucham swoich wspomnień, fundamentów … Szelestem przeszłości. Pamięcią bólu. Ma on słodki smak. Tak… Odgłos szelestu rzęs, odgłos ciszy, snu. Odgłos szczęścia i bólu- to krzyk. Skrajnie głośno. W końcu coś słychać. Jak mogą tego nie słyszeć? Cierpienia innych, jak mogą być obojętni. Póki serce gra muzykę chęci! Marzenia, ideały. Niech płynie dalej łódka po tej pięknej rzece chęci. Po prostu. Pożądaniem, płaczem, uśmiechem. Po prostu, bo warto !

Chciałbym teraz objąć Cię sobą, Twoje emocje, Twoje ciało, duszę.

Obrazek

WIESZ CO?

Cały czas jesteś w moich myślach. Nie ma tych, …bez Ciebie…

Przyjmuję każdy z Twoich oddechów, jak tchnienia nieśmiertelności. Biorę je dla nas… mocno wtulony w Ciebie.

Beksinski_1979

bench in the park

Bicie serca. Równe i mocne. Czasem niespokojne, gwałtowne. Odczuwasz trwogę. Czasem to nasze serce bije tonem najcichszym. 

Słyszysz jego uderzenie? 

Boisz się?

Ja też. 

          Spotkali się w małym, zielonym parku, gdzie w stawach pływają kaczki. Oboje usiedli na końcu tej samej ławki, na skraju istnienia. Nie znając się spletli swoje dusze i zdezorientowani sobą znaleźli się poza czasem. Wiatr, magii wiatr niósł ich zapachy. Mieszał je z zapachem kwitnącego parku, z zapachem ptaków, wody. Spletli swoje dłonie. Ona przytuliła się do niego nieśmiało i delikatnie. On spojrzał w Jej oczy i otworzył w sobie przestrzeń wolności i zaufania. Otworzył siebie. Ona, cała drżąc z przerażenia zamknęła w sobie wyobrażenie o cierpieniu. Nie śmiała przeczuwać tego co chciał Jej dać. To co było proste jest jeszcze bardziej proste. To co nie było, nie jest jeszcze bardziej. 

Na pożegnanie Ona podarowała mu pocałunek w kącik ust. 

On na pożegnanie … nadał Jej imię, aby została tu i teraz na tej ławce z nim na zawsze i zaczęła wszystko od nowa. 

Spotkali się w małym, zielonym parku, gdzie w stawach pływały drobne kaczki.

Obrazek

         Nie chcę zamknąć swoich myśli i marzeń. Czy zdiagnozowałaś u mnie klaustrofobię moich myśli? Przyciągasz.

Przyciągasz.

Przyciągasz.

Wzrok.

Myśli.

Próbuję je oszukać, neguję.

A Ty? Niewzruszona odpychając..

Przyciągasz. 

Smugą stałem nad jeziorem i z każdą falą wyrzucaną na brzeg
byłem bliżej, stawałem się tylko jedną z rzeczy wielu –
jak listek niesiony prądem,
jak kręgi na rozstępującej się wodzie.
Jak melodia wędrująca.

CLAIR DE LUNE

Posłuchaj szeptu świata
posłuchaj szeptu wnętrza
Zdejmuję z Twojej twarzy
okruszek kruchego ciasta ze śliwkami.
Maleńka czcionka czułości.
małe coś
Jesteśmy dla siebie jako echo.

On zawsze będzie świecił. Tak brak mi czegoś, tak jak Tobie. Może jakieś magii? Stań się moją czarownicą. Daj mi to jedno skrzydło, które masz. Dam Ci swoje.

Czy to jest normalne,
czy to poważne, czy to pożyteczne –
co świat ma z dwojga ludzi,
którzy nie widzą świata?

Nasze niebo i Nasz Księżyc zawsze jest taki sam. Z Naszym wzrokiem.

Wywyższeni ku sobie bez żadnej zasługi,
pierwsi lepsi z miliona, ale przekonani,
że tak stać się musiało – w nagrodę za co?
za nic;
światło pada znikąd –
dlaczego właśnie na tych, a nie na innych?
Czy to obraża sprawiedliwość? Tak.
Czy to narusza troskliwie piętrzone zasady,
strąca ze szczytu morał? Narusza i strąca.
Czy to jest konieczne?
Takt i rozsądek każą milczeć o Niej.

co świat ma z dwojga ludzi,
którzy nie widzą świata?

unique lady. unique soul. sketches of the words soul

Słuchając dźwięków słuchaj słów: http://www.youtube.com/watch?v=-BHGkBBmncc

A kiedy tęsknię,

A kiedy tęsknię za Tobą,

i każdy dzień jest tym samym dniem,

i każda ciemna noc jest tą samą nocą,

i niebo nad nami,

zawsze takie samo.

Wiatr niczym oddech ogrzewający zmarznięty polik.

Wtedy tęsknię.

Na przekór czasowi i rutynie.

                Od myśli do myśli. Moje słowa. Te słowa, te uczucia, które zakopałem jak najgłębiej, pod tą ciszą serca… Tam, może tam jeszcze dalej- zamknij oczy- żebyś zaglądnęła w te słowa, w te marne uczucia…

               Może chcesz? Czy teraz rytm Twojego serca nie bije z plastyczną regularnością w rytm mojego? Tyle tych rytmów.. Tyle tych nut. Tyle tych słów. Tyle tych dźwięków. Tyle.Tyle ich przemknęło nam w tej naszej ,, fantasmagorii”, w tych majakach nocnych gorączkowych rozmów. A kiedy Słońce wstaje… Dym nowego poranka. Nadal serce bije.

              Coś tam wkładałem do tych białych małych kopert i tych dużych kopert. Starannie coś wkładałem… Coś tam kładłem na tych, jakiś dziwnych, dryfujących do Ciebie karteczkach.. Że dobrze już, już bardzo dobrze,

nie ma mnie…

              Nic nam się nie stało. Tyle tych gołębi do Ciebie wysłałem. A każdy następny miał być silniejszy od poprzedniego, mocniejszy, solidniejszy i twardszy.

Naprawdę nic nam się nie stało.

                  Staranność. Pewność w niepewności, niepewność w pewności. To głębia, nie powierzchowność. Nie miałem prawa się mylić. Nie miałem prawa popełnić tak kardynalnego błędu. Ale… głębia płynęła z Nas. Płynęła odarta z fałszu, odarta z ułudy, odarta z bezpieczeństwa. Ta prawda prawdziwa i szczera.

                 Ta cisza. Ta cisza w tym pokoju, w tym domu, w tym mieście, na ulicy, w szkole, w pracy. Ta cisza w życiu. I ten brak. Czuję brak. A Ty? Pytając Cię tak retorycznie. Czujesz brak? Ta cisza jest szara. Ta cisza jest monotonna. I Słońce jest szare. I niebo jest szare. Tylko on. Księżyc. Tak, on świeci nadal tak samo jasno.

                Całkiem nagi. Wyciągam swoją zimną dłoń. Możesz wziąć moje serce. Tak małe, że mieści się ono w mojej dłoni. Nie przyznawałem się do błędów. Nie przyznawałem się do serca. A teraz, tak nieostrożnie, tak zawierzając Tobie. I znów ta cisza. Tylko powietrze rozsuwane ustami. Tymi słowami, tymi listami, tymi słowami, tymi kwiatami. Do Ciebie?

               Moje największe marzenie: wyrzucić wszystko. Zostać nagim. Zdjąłem te pudła, te worki z twarzy, nie chce by przysłaniały Tobie mnie.

                 Podaję rękę jakieś Pani w tramwaju. – Proszę, niech Pani spocznie. I nagle ona, jest taka lekka, pusta. Pusty bęben. Próżny bęben. Nie oszukam siebie. Nie oszukasz siebie. Nie oszukamy siebie. To jest już w Nas. Ta głębia szczera.  Uderzając w bęben słyszysz echo. 

Uderz mnie, jesteśmy dla siebie jak echo. I Bij, i bij, i bij.

               Spakowałem już swoje rzeczy. Ubrałem się. Jestem gotowy na podróż. Zatrzymała mnie pewna dama. Imienia nie śmiem przytaczać, to, o czym do mnie mówiła – pamiętam, wpiło się w moje myśli. Wiem teraz tylko tyle, że goździki są symbolem pamięci. Wiem teraz tylko tyle, jak bardzo można w życiu żałować swoich błędów. Wiem tylko tyle: że JEJ obecność rozświetlała moją mroczną głębię dnia.

           I chciałem przyjść. I chciałem by Ona przyszła. Wspólnie zjemy rogaliki i wypijemy kawę. Poczęstuję się rogalikami, ponieważ jestem głodny…

          Żadnego już listu, skrawka listu. Chodzę ulicami, ale już gdzieś odpłynąłem, wypatruję swojego rejsu. Sam. Tylko Ciebie brak. Error jak horror przysłonił mi oczy. Stoją mi w oczach teraz tylko łzy.

          Przyszedłem do tej kobiety, która mnie zatrzymała. Ale ona już mnie nie zechciała. Nie wpuściła mnie do mieszkania. Nie wypiłem herbaty. Nie zjadłem rogalika. I tylko… i tylko goździk w szklance po herbacie pozostał.

          Nasza mała magia. Nasze małe My. 

          Damo?

          Wiatr. Wiatry wysuszył Twoje delikatne dłonie, Twoją małą szyję. Pachniesz wiatrem.  Kładę palec na Twoich ustach. Ci… ciszej już.. Ci… Niech bije bęben echem Naszych dusz, innych dusz. Ciszej. Posłuchaj. Ci… ci…

,, Nic dwa razy się nie zdarza 
i nie zdarzy żadnej zimy ani lata. 

Żaden dzień się nie powtórzy, 
nie ma dwóch podobnych nocy, 
dwóch tych samych pocałunków, 
dwóch jednakich spojrzeń w oczy. 

Wczoraj, kiedy Twoje imię 
ktoś wymówił przy mnie głośno, 
tak mi było, jakby róża 
przez otwarte wpadła okno. 

Dziś, kiedy jesteśmy razem, 
odwróciłem twarz ku ścianie. 
Róża? Jak wygląda róża? 
Czy to kwiat? A może kamień? 

Image

Uśmiechnięci, współobjęci 
spróbujemy szukać zgody, 
choć różnimy się od siebie 
jak dwie krople czystej wody.