face

Źrenica, w której byłem;

która była
w czyimś oku i twarzy;

w której była moja
twarz;

moje oczy; źrenice;

i która w moim cieniu, w rzucanym przeze mnie wyzwaniu i podejrzeniu,

rozwarła się ufnie

jak chłodna woda,

jak chłonne wołanie
z bezdennych ocembrowań tęczówki, bijące
w oczy umarłą wonią utopionych liści,
smolnym smakiem obrotu długiej osi wody,
która przebija szare zwoje Ziemi
na wylot;

byłem w źrenicy tak bardzo,
jak tylko można być w czymś,

co odpycha,
co odbija twarz, oczy, źrenice, wciągając
w głąb;

byłem w źrenicy tak jasno,
jak tylko można być w czymś, co przed światłem
zamyka się i wwierca głębiej w szare zwoje,
w których jeżeli nawet jestem,

to umarły

Obrazek

To nie tak miał…

To nie tak miało być
Przecież wszystko w życiu miałeś
Widziałeś to, o czym każdy z nas
Może tylko czasem marzyć
Widzisz jak, zmienia się los
Tych których znałeś i kochałeś
Więc proszę Cię, zostaw to tam
Tylu ludzi ma nadzieje
Tak jak ja, jak ja
chce Ci powiedzieć
szanuj to co masz
bo najważniejsze w życiu jest zachować twarz

Jak łatwo stracić, to co masz
Łatwo się zgubić, gdy pod wiatr
Już tędy szedłeś, drogę znasz
Ile to razy tu upadłeś
Nie zginaj kolan, po prostu idź
Zostaw za sobą wszystkie winy
Nie chowaj głowy, do końca idź
Najtrudniej jest prostu żyć, po prostu żyć

jak łatwo zgubić siebie samego. Jak łatwo udawać .Łatwo jest udawać wiarę?  Łatwo jest odmawiać modlitwę?Litanię kamieni. Litanię pustki.Najtrudniej jest prostu żyć, po prostu żyć.zdzislaw_beksinski_1600x1200_w_1440x900_wallpapername.com (1)

Mój pierwszy list.

Mały zalążek.

Moje myśli sączą się ze mnie. Powodują coraz większe wysięki mnie. Łatwiej jest mówić o tym z perspektywy biernego obserwatora, zwykłego widza małego spektaklu. O wiele trudniej jest w nim grać. Grać pierwszoplanową, główna rolę. Grać w nim siebie. Bez masek, bez błazenady, bez chocholego tańca w zwykłej fantasmagorii odczuć. Udawać przed widzem, że ból jest tylko grą o bólu, że smutek jest tylko grą o smutku. A Ty? Poza spektaklem życia promieniejesz słońcem. Dajesz innym siebie, dajesz swoją małą smukłą i delikatną dłoń. Mówisz proszę i dziękuje. Dlaczego więc nie powiesz: zostań, dlaczego nie powiesz potrzebuję Cię tak bardzo. Ciebie, przed kim mogę zdjąć te palące, wtapiające się we mnie twarze innych osób. Dlaczego nie powiesz, proszę pomóż mi? Dlaczego nie przyjmiesz innej wyciągniętej dłoni? Tylko odpychasz, odsuwasz od siebie, zawodzisz. Dlaczego boisz się zaufać? Dlaczego? Dlaczego? Zbyt wiele pytających niemych słów.

042beksinski