a lonely tree

Poznań

                                                                                                                                                                         Moje samotne drzewo

Samotne drzewo

rosło wśród innych drzew. 

Wiatr je uginał

Wiatr je kołysał

i tak sobie rosło.

Korzeniami starało się choć dotknąć innych drzew

bezustannie

bezustannie

usilnie 

Samotne drzewo

rosło wśród innych

drzew. 

 

Advertisements

moja mała opowieść

Czasem nachodzą mnie myśli. Myśli te nieodgadnione. Myśli, w które nie pozwalam zagłębić się nikomu innemu. Trwam w nich tylko ja. Dostrzegam obrazy niedostrzegalne, słyszę to co niesłyszalne. Żyję nie żyjąc. Czasem dopada mnie ta konsternacja i bezsiła. Bezsiła własnego nieistnienia.  Czego mi brak? Co potrzebują ludzie, aby trwać? Pieniędzy? Za to można kupić tylko ulotną chwilę szczęścia. Czy jeszcze kiedyś znajdę swoją drogę? Przecież mnie niczego nie trzeba. Jestem doceniany. Mam karierę na wyciągnięcie dłoni, jestem lubiany, jestem wysportowany, jestem ambitny, jestem przystojny, jestem samotny. Wewnętrznie rozbity. Gubię siebie. Zostaję w małych kawałkach. Siadam do fortepianu i kreuję nową muzykę.  Moje palce tworzą.

Czy jest blog osobisty? Blog prywatny? Być może. Pozwalam Wam spojrzeć na to czego nie widać, nie słychać. Swoim słowem, swoją muzyką, obrazem pokazuję Wam wielkowymiarowość słowa ,, człowiek”. Jedni będą ganić, jedni będą się śmiać. Wierzę jednak, że w każdym z Was jest to miejsce, do którego nikogo nie dopuszczacie, kogo boicie się. Ta osoba może dostrzec jak bardzo jesteście krusi. Jak bardzo wrażliwi i delikatni. Można podróżować. Zwiedzać Amerykę, zwiedzać zakamarki Amazonii, polować na Tajlandzkie kobry i patrzeć jak skaczą Australijskie kangury. Zdobyłem świat. Przemierzyłem cały świat. A czy dotarcie do głębi siebie nie jest tą najwyższą górą świata? Czuję się jakbym wspinał się bez uprzęży, bez asekuracji po stromych zboczach gór. Nieraz poślizgnie mi się noga, nieraz spadnę kilkanaście kilometrów w dół. Wyciągnąłem do kogoś dłoń. Kontynuuję moją podróż. Moją wycieczkę w głąb samego siebie. Czuję, że jakieś życie pozostało poza mną. Zanika z każdym postawionym przeze mnie krokiem.

Bo najtrudniej jest się przyznać. Tak, coś mnie niszczy. Coś mnie pożera. Nie mogę dosięgnąć radości i szczęścia, które jest na wyciągnięcie dłoni. Nie umiem już odpowiedzieć.

Lubię tę melancholię. Lubię. Może dlatego, że jestem czysto sensualnym artystą. Jestem? Oni nigdy nie zaznają szczęścia. Welter? Hamlet? Wokulski? Romeo? Judym? Przecież ja nie wzdycham za kobietą. A oni zostali połączeni przez jeden i ten sam motyw. Może zostało przewidziane dla mnie niesienie pomocy innym. Tylko najtrudniej wstać z łóżka. Najtrudniej docenić to co się ma. Najtrudniej.

Dziękuję komuś, że pomimo tego był i jest przy mnie. Kto potrafi zrozumieć, że ten facet tak ma. Facet, który patrzy na kobietę i w jej źrenicach, w jej spojówkach, w jej oczach dostrzega jej los. Nie ukryje przed nim uczuć, minionego cierpienia. Wyciągam z nich wszystko. Magnes na wzrok duszy. I wiem wszystko. Może, dlatego wtedy czuje się do mnie bliskość?

Pomilczmy, posłuchajmy ciszy. Wiem, że kiedy w końcu wyreżyseruje mój spektakl, na podstawie mojego scenariusza ludzie wyjdą z niego inni niż byli wchodząc. Nie chce oklasków. Nie chce światła. Chce ciszy. By mój widz wsłuchał się w ciszę. Przecież to spektakl o nas samych.

,,Dziś z sobą musimy dzień dzisiejszy przeżyć. Lecz jak? Jutro będziemy mogli w to uwierzyć. Dziś nas nie ma. Nie było. Choć jest nasze trwanie. A gdy bywać zaczniemy, co się z nami stanie? Jeszcze twarze te same. A dusza? Wciąż żywa, choćby ją krew zbryzgała jeszcze się w wieczność schroni, w nieśmiertelność się wczepi”.

Woła mnie głód, którego nie da się zasypać, nie da się zatrzymać,

nie da się go pozbyć.

000080_1

at everything

      Nie wiem już, czy mówię w Twoich myślach. Ty mówisz moimi. Nie wiem już gdzie jestem. Porywasz mnie w miejsce, w jakim mnie dawno nie było. W jakim nie było nikogo prócz mnie.

      Wyobrażenie nie ma końca, ani początku. Mówisz Coś, co jest we mnie. Co sam mówię, ale bez użycia słów… Wolę się nie zastanawiać. Czuć! To uczucie jest wydechem. Bezinteresowne, proste, pewne. Z sercem na dłoni, obdarzając nim, nie oczekujesz niczego w zamian. Oddajesz cząstkę Siebie, żeby stworzyć pełnię. Całość.

      Sens niemówionych słów. Nie z każdym można mówić Nic. Nie z każdym można porozumiewać się szelestem spojrzenia. Słucham tych słów; rozchylając wargi, aby mówić Nic.

      Trzeba się starać, bardzo starać … wiesz? By się wznieść. Polecieć. Trzeba chcieć naprawdę. Trzeba zaryzykować i pokazać się bez niczego, a zarazem ze wszystkim, co ciągnie się za sobą. Ubrani w emocje i uczucia.

      To wszystko dziś mi buduje obraz namiętności.

      W prostym geście. W niewinnym uśmiechu. W uważnym spojrzeniu. We wszystkim wszystko jest.

Anatomies  1929

I hear you my soul

                     

 002443

 

Jesteś w każdej mojej czynności. Kiedy robię obiad, kiedy piję herbatę. W każdej mojej czynności. Mój nerw drga… gdy mówimy ze sobą ..  Czujesz się jak naga kartka papieru, na której piszę? Piszę i równocześnie kształtuje siebie i Ciebie… Jesteśmy w swoim Świecie. Zbudowaliśmy go tak szybko… Co będzie później? Skoro już nie potrafię przestać o Tobie myśleć. Skoro mój świat scalił się z Twoim? Ty, Ty dajesz mi tę szczęśliwość. Jesteś. A to dla mnie tak wiele znaczy. Jesteś. Ta szczerość jest tak czysta, tak nieskazitelna, niczym niezmącona. Tak jak my.. A teraz… wiesz, co czujesz, jak to smakuje? Te Twoje obszary samej siebie…. Zabierz mnie… Zabierz mnie. Chce je z Tobą odkryć. Chce je poznać. Jakby wybrać się w daleką podróż. Bez ekwipunku, bez rzeczy, bez niczego. Tylko razem…

                    Otwórz oczy… i rozbierz mnie patrząc.. pozwól bym i ja robił to samo… Daj rękę.. będę trzymał.. bo tego pragnę z Tobą na dzień dobry i na dobranoc. Z Tobą przez cały dzień… Weszłaś w moje życie. W moją codzienność.  Chce byś piła kawę z mojego kubka… Żeby wszystko, co moje wspólne… Swoim oddechem Cię ogrzeję.. Twoje zmarznięte łapki… Chce… znowu sprawiać Ci przyjemność. Okryjmy się przed sobą… Oczarowujesz mnie… cały czas… czuje Cię każdą tkanką, komórką..sercem, duszą, umysłem, ciałem. 

                   Tak myślę, że porównywalne jest to do stanu nieważkości; ..pewnego rodzaju niebytu. I to nie pod względem braku obecności.. Jest to raczej obecność innego typu; obecność we wszystkim sobą; jakbym każdy swój nerw, pełną wrażliwość rozpraszał w całości tego, co nas otacza. Jestem jednocześnie tą całością, … a zarazem najdrobniejszą częścią tego, co nazywamy istnieniem. Tak właśnie czuję się dzięki Tobie. 

                   Pozwoliłaś mi abym Cię rozebrał.  Pozwól abym był. Już czas bym poszedł pod Nasz kocyk. I wiesz co?  Pewnie wtuliłbym się nieśmiało, delikatnie … może tylko spojrzeniem…

I’m… not sure

Był już taki egzamin z historii
kiedy naraz wszyscy uczniowie oblali.
Nie ma pewności że to był egzamin.
Nie ma pewności że wszyscy oblali.
Była już taka miłość.
Ale nie ma pewności że to była nasza.
Byli już tacy ludzie.
Ale nie ma pewności że to byliśmy my.
Były już takie latające pteranodony.
Ale nie ma pewności że to za naszych czasów.
Był już taki język.
Ale nie ma pewności że nim mówiliśmy.
Było już takie milczenie.
Ale nie ma pewności że to pomiędzy nami.
Był już koniec świata.
Ale nie ma pewności że to naszego świata.

zdzislaw_beksinski_101

Obrazy Zdzisław Beksiński

disease

,,Nie, nie palę już
Nie, nie …
Życie mi wypadło z rąk
Jestem szary kurz
Bezrozumny kurz
Co wciska się
W Twój każdy kąt

Budzi mnie mój cień
Noce śmieją się
Że tam obok
Nie sypia nikt
Tylko w ciało me
Peron numer pięć
Z hukiem wjeżdża pociąg
Gdy wstaje świt

Znów jestem chory
Nieuleczalnie chory
Jak w dzień gdy Mama znikła w drzwiach
A we mnie został ślepy strach
Sierocy strach

Znów jestem chory 
Na Ciebie jestem chory
Wyjeżdżasz dokądś, wracasz skądś
A mnie się samemu kurczy świat
I ścięte drzewa rosną w krąg
Tak od dwóch lat

Ten trujący miód
Ten palący lód
Ten okrutny Bóg
To Ty
A ja? Sklejam twarz, malowaną twarz
Co tak śmiesznie kłamie
Że da się żyć, dość

Co noc, co noc widzę 
I znów pociągów huk
A w pociągach Ty
Nie, to nie Ty
To wiatr bez tchu

Znów jestem chory
Nieuleczalnie chory
Patrz, kładę się na śmierć na wznak
Bo jestem jak ten martwy ptak
Co spada w dół

Znów jestem chory
Na Ciebie jestem chory
Okradłaś mnie ze wszystkich słów
Okradłaś mnie ze wszystkich nut
Zabrałaś mi ten nieba ciut
Mój talent

Jeśli to ma trwać, nie dam rady stać
Zawalę się jak most
Radio będzie grać
A w nim, tak jak kat
Ten mój własny durny głos
Z tym sercem wciąż na torach
Czy słyszysz? “

z

She.

Nie da się odwrócić Słońca

i przywrócić przeszłości.

 

zdzislaw_beksinski_wenus

Kiedy kochasz, gubisz gdzieś swój własny sen. Kiedy stracisz obiekt swojej miłości nie masz niczego, do czego mogłabyś powrócić. Czy to może Cię kompletnie zniszczyć?

I chce się z Tobą bawić w chowanego i dawać Ci moją koszulę do spania. Nie obrażę się kiedy zjesz mi kurczaka z talerza i pragnę Cię wczesnym rankiem… Nie mam jednak serca by Cię budzić. Chcę być mogła jeszcze spać. Jesteś wtedy taka niewinna. Taka cicha i dobra. Słowa są długie. Słowa – to słowa najbardziej lubię. Słowa łączone we frazy, zdania i melodie. Jednocześnie trudne. Zdania złożone. Czy moje słowa są odpowiedzią na pytanie, czym jest Nasza miłość? Czy tylko jesteśmy krótkotrwałym romansem ciał zmąconych krwią duszy?

,, Chciałbym wiedzieć, co dzieje się w ludzkiej krwi (…)”

Trudność sprawia mi słuchanie. Trzeba się bowiem otworzyć, być wyczulonym, wrażliwym, poddać się strumieniowi myśli i płynącemu rytmowi Twoich ust. Ah, jak bardzo bym chciał spijać czubkiem języka z Twoich ust ich smak. Smak słów.

Działanie.

Gęstość.

Impulsywność.

Ból.

Szczerość

Bezmiar Nas.

Czy staliśmy się tak bardzo sentymentalni? A może umiejętność kochania jest w dzisiejszych czasach bolesnym problemem? Coraz więcej samotnych kobiet. Coraz więcej samotnych mężczyzn.

Kobiet … zgrabnych, zagubionych, pięknych, niepotrzebnych, gdzieś na dnie własnego życia jęczą o prawdziwe uczucie.

Dałem Ci rękę, a Ty ją odrzuciłaś.

,, Pieprzę Cię Boże, za to, że kazałeś mi pokochać. Powiem Wam jak umarłam. To była symfonia nia jeden głos. Nie patrz na mnie. Utwierdź mnie. Dostrzeż mnie. Zobacz mnie. Kochaj mnie. W śmierci będziesz ze mną. Nigdy wolna. Patrz jak znikam. Patrz jak. Znikam. Patrz. Patrz. Patrz. Lubię Cię. Przyjaciółka- kochanka, która zdradziła.

Utwierdź mnie. Dostrzeż mnie. Zobacz mnie. Kochaj mnie. Jak mam zatrzymać. Jak mam zatrzymać. Gdybym miał pełną wolność… nasz spektakl składałby się z milczenia w ciemności i krzyku w blasku świateł”.